poniedziałek, 1 stycznia 2018

"Komornik: Kant" Michał Gołkowski


Michał Gołkowski, "Komornik: Kant" recenzja, książka, apokalipsa, postapo, literatura


 No i nadszedł ten koniec końców, ta apokalipsa apokalipsy...

...czyli trzecia część „Komornika” Miszki Gołkowskiego. Trzecia, zwana „Kantem”. Wyczekana? Aj, po tym co wyprawiało się w częściach poprzednich wręcz upragniona. A skoro upragniona, to i wzmagająca oczekiwania. Toż przecież autor już pokazał, jak szarga wszelkie świętości, jak topi we krwi i humorze, jak nie boi się łamać tabu, przemierzać kręgi kulturowe, wyolbrzymiać i przejaskrawiać to, co w Piśmie zapisane, przy okazji plując na to jadem (szczerym, bądź nieszczerym- nie mnie to oceniać). Ci, którzy znają pisarza, a księgi jego wcześniejsze czytali, wiedzą, iż zaprawdę uczuć religijnych czytając je mieć nie warto, albowiem zostaną one obrażone. Dobrze to, czy źle… Warto do słowa pisanego mieć dystans. A by bawić się twórczością Gołkowskiego, potrzeba zdrowego dystansu co niemiara. Wracając do oczekiwań, to tak, miałam je ogromne- bo i Komornik pierwszy z drugim dały mi mnóstwo czytelniczej przyjemności. A trzeci… O tym za chwilę.

O fabule „Kantu” trudno powiedzieć wiele, nie zdradzając za dużo tym, którzy nie znają jeszcze pierwszych dwóch tomów. Podobnie jak w tamtych, trzecia część „Komornika” to akcja, humor i jeszcze raz akcja i to taka pędząca na złamanie karku. To też gra z czytelnikiem, inne spojrzenie na prawdy wiary objawione przed tysiącleciami. Wręcz ich karykatura. Krwi, rozerwanych ciał, niezwykłych mocy i planów, jakich nie powstydziłby się Machiavelli także w „Kancie” dostatek. I są to niewątpliwie mocne strony powieści. Jednak, jak już powiedziałam, oczekiwania wobec finalnego tomu to również nie błahostka. I tu niezwykle trudno mi to wyznać, jako prawdziwej fanki apokalipsy według pana Michała: jestem Kantem zawiedziona.

Owszem, postaci autor wykreował oryginalne, ich motywacje są czytelne, chociaż ukryte często pod płaszczem spisku. Idea przewodnia również jest jasna- od początku bowiem wiadomo, że apokalipsa to farsa i człowiekowi trzeba wziąć ją we własne ręce. Dynamika akcji? Tu już pojawia się problem, bo o ile w poprzednich powieściach była ona stabilna (czyli rozpędzona do granic), a czytelnikowi trudno było złapać oddech, tutaj zdarzały się zaskakujące, porywiste wzloty, ale też nudne, ciągnące się upadki. Szczerze, bywały momenty, że miałam ochotę powieść odłożyć i poczytać cokolwiek, oby tylko nie ziewać. A to już poważny zarzut, nieprawdaż? Wydaje mi się, że autorowi w pewnym momencie po prostu odechciało się kontynuować powieść o Ezekielu. Że pisał ją bardziej z poczucia obowiązku, niż z palącej pasji. Mogę się mylić, ale takie mam właśnie odczucia. I jest mi przykro, ponieważ serio, czekałam na tę książkę. Pragnęłam by dołączyła do mojej sygnowanej autografami pisarza kolekcji. Doczekałam się, lecz niestety, z uczuciem zawodu.

Zasmucił mnie również fakt pominięcia przez autora postaci dosyć istotnych dla cyklu. Mam tu na myśli Maryam i jej dziecko, a także widmo córki Zeka. Owszem, wszyscy oni się pojawiają, ale ich wątki są ograniczone w znacznym stopniu, co wywołuje poczucie wzmożonego  niedosytu. Założę się, że większość czytających z podobnym odczuciem zakończy lekturę. Trudno bowiem pogodzić się ze zniknięciem kluczowych bohaterów, a nawet takich od których przetrwania zależał sens działań głównego bohatera, cała jego ścieżka.

Aby nie wyjść na marudę, dodam kilka słów o zakończeniu powieści. Wiem, że dla części czytelników będzie ono rozczarowaniem, a jednak tutaj będę broniła pana Gołkowskiego. Końcówka bowiem trafiła w mój gust, zaskoczyła mnie, a przy tym napełniła refleksją. Hmm… Wbrew temu, że „Kant” nie spełnił moich nadziei, to właśnie końcówka sprawiła, że zadałam sobie pytanie „a co dalej?”

Koniec końców, pozostaję przy niezbyt pochlebnej opinii na temat tej powieści. Znajduję w niej wiele zalet, jednak tom ten blado wypada przy poprzedzających go częściach. Niemniej jednak uważam, że ci, którzy czekali na „Kant” powinni przekonać się na własnej skórze na ile lotny to finał finałów. A dla nieznających cyklu „Komornik” radę mam jedną- biegnijcie do księgarni. Warto znać tę sagę, niezależnie od tego, że finał (przynajmniej moim zdaniem) jest miałki.

Tytuł: „Komornik: Kant”
Autor: Michał Gołkowski
Wydawnictwo Fabryka Słów
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 445

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Kochani, zachęcam do podzielenia się opinią i pozostawienia komentarza.
Jednocześnie informuję, że wszelkie wypowiedzi propagujące mowę nienawiści, atakujące personalnie mnie lub moich czytelników, wulgarne albo obraźliwe, będą przeze mnie usuwane, w trosce o dobre samopoczucie zarówno moje, jak i odwiedzających tę stronę.
Życzę Wam zaczytanego dnia! Pozdrawiam ciepło!