poniedziałek, 16 października 2017

Zombiaki znowu u nas. Andrzej Wardziak, "Infekcja: genesis."

   Nie wiem, czy pamiętacie, ale mieliśmy już w Polsce inwazję zombie. Teraz pojawiły się znowu. Czy jest czego się bać?
Andrzej Wardziak, "Infekcja: genesis." powieść, książka, literatura, recenzja, zombie, apokalipsa, Warszawa




    Uwielbiam opowieści o nieumarłych. Wiecie to przecież. Opowiadałam Wam już o sadze Rhiannon Frater. Jej „Pierwsze dni” zrobiły na mnie ogromne wrażenie, podobnie, jak pozostałe części cyklu. Zachęcona powieściami amerykańskiej pisarki (tu wywiad), sięgnęłam po „Szczury Wrocławia” i oniemiałam. Robert Szmidt swoją książką zaprosił „żywych inaczej” do komunistycznej Polski. I wbił mnie w fotel, powalił zupełnie. Oj, jego powieść wspominać będę długo. I mam rosnącą ochotę na kolejną część. Podobno wyjdzie już niedługo. A dzisiaj chcę Wam przybliżyć kolejne starcie Polska vs. zombiaki. Tym razem akcja dzieje się współcześnie w naszej pięknej stolicy. Posłuchajcie!


O fabule


   Jest lato, piekielnie upalny lipiec. Tomek wraca do domu nad ranem, idąc ulicą Słowackiego w kierunku placu Wilsona. Naprzeciwko zauważa jakiegoś dresiarza. Zaniepokojenie na widok nieznajomego pryska, kiedy z zawrotną prędkością wpada na ulicę rozbrzmiewające muzyką techno BMW. Na jego drodze ni stąd, ni z owąd wyrasta ubrany w szpitalną pidżamę straszy człowiek. Nie ma szans. Auto uderza w niego z pełnym impetem. Dresiarz biegnie na pomoc. Jak mogliście się spodziewać, staruszek żyje. I wgryza się dresiarzowi  w szyję.
   Potem już wydarzenia toczą się w zawrotnym tempie. Cała Warszawa zostaje opanowana tajemniczą zarazą, ożywiającą umarłych. Do starcia z nimi, a raczej do walki o przetrwanie staje kilku bohaterów: Nieśmiały fan heavy metalu, znająca karate nastolatka, jej ojciec-były komandos, młody policjant wraz z żoną, oraz pracownik korporacji, któremu puszczają nerwy. Radzą sobie, jak tylko potrafią, ale czy mają szanse, w momencie, gdy w walce z żywymi trupami zawodzi nawet wojsko?

Moje wrażenia


   Jak to zwykle w literaturze i filmie, epidemia zombie to tylko pretekst, pozwalający autorom wniknąć w zachowania ludzi postawionych w skrajnej sytuacji. Tak się dzieje i tutaj. Autor- Andrzej Wardziak, ukazuje nam przeróżne strategie przetrwania- od walki, po ucieczkę oraz rozmaite reakcje postaci, od spokoju, do balansowania na skraju zdrowia psychicznego. Bohaterowie, muszę przyznać, skonstruowani są całkiem nieźle. Każdy niesie ze sobą jakiś bagaż doświadczeń, prawie żaden nie jest też kryształowo doskonały. Mają swoje rozterki i żywo przeżywają to wszystko, co napotykają na kartach powieści. Jedno wzbudza tylko moją podejrzliwość. Jak na typowych mieszkańców stolicy, jakoś zbyt pewnie czują się w walce. Idzie to im zbyt łatwo, są zbyt skuteczni. Widocznie na kartach książki, nawet zwykły szaraczek może okazać się specem od zabijania.

   Jeśli już jesteśmy przy zastrzeżeniach, wspomną o pewnym dla mnie irytującym zjawisku, jakie pan Wardziak opisał. Otóż… Rzecz dzieje się współcześnie, bohaterowie są w przeważającej liczbie „kumaci i rozgarnięci”. Mają też dostęp do współczesnych mediów. Więc jakim cudem nie kojarzą, co się dzieje, gdy na ulicę wychodzą nieumarli? Tak, dokładnie tak! Podczas gdy pierwszy film o zombie powstał w 1932 roku („Białe Zombie”), postaci z „Infekcji”, przyglądają się sytuacji na ulicach w osłupieniu, jakby nigdy nie słyszeli słowa „zombie”. Ja rozumiem szok, ale może by tak chociaż luźne skojarzenie? No, sporo się z tym bohaterom zeszło.

   A  teraz muszę Was rozczarować, jeśli oczekujecie kolejnych minusów naszej powieści. Nie widzę takich. Owszem, akcja momentami bywa poprowadzona niezgrabnie, ale też pędzi na łeb, na szyję. Wydarzenia ładnie zaskakują, zgrabnie się o siebie zazębiają. Język- prosty i przyjemny, nadaje akcji pędu. A zaskoczenie… Mocne! Dramatycznie wzywające do sięgnięcia po kolejną części cyklu. Tak też zamierzam, bo nie mogę uwierzyć w to, co tam się stało. A Wam polecam tę powieść!  Dajcie znać, co o niej sądzicie.

Tytuł: Infekcja: Genesis
Autor: Andrzej Wardziak
Wydawnictwo Pascal
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 464

PS. Widzieliście, za ile można kupić tę książkę? W porównaniu z ceną z okładki, te są niegroźne, jak zombiak z rozwaloną czaszką.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Kochani, zachęcam do podzielenia się opinią i pozostawienia komentarza.
Jednocześnie informuję, że wszelkie wypowiedzi propagujące mowę nienawiści, atakujące personalnie mnie lub moich czytelników, wulgarne albo obraźliwe, będą przeze mnie usuwane, w trosce o dobre samopoczucie zarówno moje, jak i odwiedzających tę stronę.
Życzę Wam zaczytanego dnia! Pozdrawiam ciepło!