poniedziałek, 23 października 2017

Manuel Loureiro, "Apokalipsa Z. Początek końca"

   Przyznaję, opowieści o zombiakach stały się ostatnio moją obsesją. Nie o wszystkich tu piszę, ale o tej akurat nie mogłam Wam nie opowiedzieć. Jesteście ciekawi „Apokalipsy Z”?


Manuel Loureiro, "Apokalipsa Z. Początek końca", powieść, literatura, książka, recenzja, zombie, apokalipsa



   Ta apokalipsa przyszła niespiesznie, za to niepowstrzymaną falą. Trzydziestego grudnia, tuż przed godziną dziewiątą, pewien hiszpański prawnik z Ponteverdy opublikował na swoim blogu taki oto tekst: „W radiu spiker mówił akurat o napiętej sytuacji w jednej z republik na Kaukazie, których nazwy kończą się na ‘an.’ Wygląda na to, że jakieś oddziały buntowników zajęły obiekty wojskowe, czy coś w tym rodzaju.” A potem zaczęło się piekło, lecz zanim Wam o nim opowiem, proponuję kilka słów o autorze.


Autor


   Manuel Loureiro urodził się w 1975 roku w miasteczku Pontevedra w północno-zachodniej Hiszpanii. Studiował prawo na Uniwersytecie w Santiago de Compostella. Oprócz pracy w wyuczonym zawodzie, był prezenterem telewizyjnym w Television de Galicia, gdzie pracował także jako scenarzysta. Współpracował z lokalnymi gazetami, jak również z pismami o zasięgu krajowym. Jego pierwsza powieść- „Apokalipsa Z. Początek końca”- ukazywała się początkowo w formie bloga. Po publikacji, stała się szybko międzynarodowym bestsellerem, tłumaczonym na wiele języków. Planowano nawet adaptację filmową tejże książki. Loureiro kontynuował jej akcję w kolejnych częściach: „Mrocznych dniach” i „Gniewie sprawiedliwych.”  Wydał ponadto dwie powieści niezwiązane z serią o zombie i obecnie kontynuuje karierę pisarską. Pismo „La Voz de Galicia” okrzyknęło go nawet „hiszpańskim Stephenem Kingiem.”

   Fabuła powieści


   Jak widzicie, główny bohater powieści pochodzi z tego samego miasta, co jej autor. Podobnie jak on, jest prawnikiem i prowadzi bloga. To właśnie na blogu zapisuje swoje refleksje, o dziwnych wydarzeniach, jakie dzieją się na świecie. Mówi się o zamieszkach, rozruchach, akcjach zbrojnych, a wreszcie o dziwnej chorobie, nieco podobnej do wścieklizny. Wkrótce dociera ona także do Hiszpanii. Nasz bohater, nie chcąc zginąć w stopniowo upadających strefach bezpieczeństwa, barykaduje się we własnym domu. W niedługim czasie zdaje sobie sprawę, że w chylącym się ku upadkowi świecie, jest jednym z niewielu ocalałych. Co więcej- staje przed koniecznością opuszczenia swojego azylu. Wraz z ukochanym kotem wyrusza, by poszukać enklawy bezpieczeństwa. Na swojej drodze spotyka wrogów oraz nielicznych sprzymierzeńców. Kogo jeszcze? Oczywiście dziesiątki, setki, tysiące nieumarłych. W tym nierównym starciu przyświeca mu tylko jedna myśl: przeżyć. Ale czy mu się uda?

Manuel Loureiro, "Apokalipsa Z. Początek końca" cytaty

Moje wrażenia


   Wiecie, uwielbiam patrzeć na akcję powieści oczyma jej głównego bohatera. Tak właśnie było tutaj. Dzięki blogowi młodego prawnika, a później jego pamiętnikowi, mogłam być blisko wydarzeń, poczuć namacalność eskalującej katastrofy, narastającej grozy. To było tak realne doświadczenie, że momentami, czytając, czułam jak przeszywa mnie dreszcz przerażenia. To też zasługa zawrotnego tempa i zaskakujących zwrotów akcji. Muszę przyznać, że autor postarał się, by utrudniać życie głównemu bohaterowi. Żaden z  jego planów nie miał gwarancji sukcesu. Nieprzewidywalne komplikacje, ludzie łaknący tylko własnych korzyści i ciągle rosnące tłumy nieumarłych były mu mroźnym wiatrem w oczy. Tylko współczuć biedakowi. A można było się z nim zżyć, bo to postać z krwi i kości- człowiek pełen obaw, zagubiony i przerażony, ale i zdeterminowany by ocalić siebie i …kota, którego darzył wielką czułością.
   Apokalipsa według Manuela Loureiro to śniegowa kula, która w miarę nabierania rozpędu, staje się miażdżącą siłą. Całe to mrożące krew w żyłach zjawisko czytelnik obserwuje od samego początku, od pierwszych incydentów na Kaukazie. Na jej tle widzimy degradację człowieczeństwa, oczywiście na przykładzie niewielu jednostek, które pozostały przy życiu. Kibicujemy tym, którzy wzbudzają sympatię. Jednak nie możemy być pewni, że uda im się ujść z życiem. Zakończenie powieści daje jednak nadzieję. Tym samym prowokuje do sięgnięcia po kolejne części trylogii.

   „Apokalipsa Z” to powieść, którą z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim wielbicielom mocnych opowieści z zombie w rolach głównych. Jeśli już ją czytaliście, podzielcie się wrażeniami w komentarzach. Jednocześnie zachęcam Was do sięgnięcia po inne powieści o „trochę mniej żywych”, których listę znajdziecie poniżej metryczki książki. Miłej lektury.


Tytuł: „Apokalipsa Z. Początek końca”
Tytuł oryginału: „Apocalipsis Z. El proncipio de fin”
Autor: Manuel Loureiro
Tłumaczenie: Grzegorz Ostrowski, Joanna Ostrowska
Wydawnictwo Muza
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 413

   Również o zombie:





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Kochani, zachęcam do podzielenia się opinią i pozostawienia komentarza.
Jednocześnie informuję, że wszelkie wypowiedzi propagujące mowę nienawiści, atakujące personalnie mnie lub moich czytelników, wulgarne albo obraźliwe, będą przeze mnie usuwane, w trosce o dobre samopoczucie zarówno moje, jak i odwiedzających tę stronę.
Życzę Wam zaczytanego dnia! Pozdrawiam ciepło!