piątek, 11 sierpnia 2017

Powiew nostalgii... Agnieszka Meyer, "Karmin"

Agnieszka Meyer, "Karmin" Recenzja, książka, miłość, historia, starodruki, literatura


Do napisania kilku słów o tej powieści zabieram się już od dłuższego czasu. Oj, idzie mi to opornie. Wcale nie dlatego, że mam do książki zastrzeżenia. Bynajmniej. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Takiej perełki się nie spodziewałam. Jestem oczarowana. Chcecie posłuchać więcej?



Z twórczością Agnieszki Meyer nie miałam wcześniej styczności. Nawet jeśli dane mi było czytać któryś z jej tekstów z „Twojego Stylu”, bądź „Wyborczej”, utonął on w morzu niepamięci (a raczej mojej postępującej urojonej sklerozy). Jak więc widzicie, „Karmin” był dla mnie wielką niewiadomą. Pewne wyobrażenia pojawiły się w mojej głowie po przeczytaniu rekomendacji na okładce, napisanej przez samą Sylwię Chutnik. Jako że nie przepadam za romansami, słowa Dziewczyna o oczach jak rtęć zawróci Maxowi w głowie tak mocno, że nie będzie potrafił wyobrazić sobie życia bez niej. Dla Seliny, młodej konserwatorki książek, Max stanie się nieustającym zaskoczeniem i powodem do przekraczania własnych ograniczeń”  niekoniecznie wywołały mój entuzjazm. Jednak już kolejne zdania: „Kim okaże się tajemniczy David, który wkracza w jej życie na dublińskiej wystawie starodruków? Wyjątkowo wyrafinowanym złodziejem? Eleganckim oszustem cierpiącym na narkolepsję? Ekscentrycznym bibliofilem, który wciąż zaskakuje niezwykłymi talentami?wzbudziły narastające zainteresowanie. Wiadomo-wielbicielce kryminałów nic nie robi tak dobrze, jak tajemnice, zagadki, głęboko skrywane sekrety.

„Weekend przeżyła w stanie hibernacji. Zagrzebana w łóżku, odłączywszy telefon i komputer. Wydawało się jej, ze nic nie czuje. Usztywniona szokiem i bólem, poniedziałek zadziwiająco przytomnie spędziła w biurze, ale wieczorem pękła. Kolejne dni skracały odległość Maxa do lotniska, odmierzały czas startu samolotu. Dlaczego nie mogła się pozbyć pewności, że będzie to lot w jedną stronę?” (A. Meyer, „Karmin”) 


Kryminału się co prawda nie doczekałam, jednak teraz, po lekturze „Karminu” uważam, że na szczęście. Jestem naprawdę mocno poruszona tym, że opowieść o miłości wywołała we mnie tak wielkie emocje. Serio- tak dobrej pozycji nie czytałam od dawna. Co mnie tak oczarowało? Tak, enigmatyczna postać Davida miała swój wielki udział we wzbudzeniu mojej fascynacji. Jednak było coś jeszcze, coś o wiele bardziej istotnego- język powieści. Plastyczność opisu wręcz powaliła mnie na kolana. Moja wyobraźnia pracowała na wysokich obrotach, kierowana malowniczą opowieścią autorki. Miejsca, zabytki, karty starych ksiąg- wszystko to żywo widziałam, czułam towarzyszący im zapach, odbierałam wszystkimi zmysłami. Wsiąkałam w nie głęboko, urzeczona wizją pisarki. Jej widzeniem świata. Jej językiem, przepięknie oddającym czar pozostałości po naszej historii, ukazującym losy ludzi uwikłanych w jej zawieruchę. Kartka po kartce wkraczałam w powieść, niczym w utkaną z tajemnic pajęczynę, w pewnym momencie orientując się, że nie sposób się wyrwać.


„Karmin” ma w sobie nutkę mistycyzmu. Pod płaszczykiem niedopowiedzeń przemyca wielką tęsknotę za tym, co nieodzowne- za bliskością, miłością, zaufaniem. Ale jest też druga tęsknota- za tym, co bezpowrotnie znika z tego świata. Za wytworami ludzkich umysłów i rąk, a także za tym, co stworzyła sama natura. Tak, jest to motyw chlubnie ekologiczny- ukazanie tego, że wraz z rozwojem ludzkości, przyroda krok po kroku zamiera. Doceniam.


Jeśli chodzi o konkrety, nie mogę nic powieści zarzucić. Fakt, fabuła nie poruszyła mnie tak mocno, jak innych znanych mi czytelników tej książki. To jednak wypływa z moich osobistych zamiłowań- preferuję prozę z dreszczykiem, a nawet morzem krwi. Od strony technicznej, „Karmin”, rzecz jasna, skonstruowany jest znakomicie. Niespieszne tempo akcji odpowiada charakterowi wydarzeń, o jakich mówi autorka. Wielkim atutem powieści są jej bohaterowie- postaci z krwi i kości. Każda ma swoją historię, wady, zalety, pasje, nawet schorzenia.  Istnienie każdej ma duże znaczenie dla fabuły. No i język… Jak już pisałam, ten chwyta za serce, jest wręcz magiczny. Dla samego piękna narracji, sięgnęłabym po „Karmin” jeszcze raz.


Podsumuję krótko- polecam! Szczerze polecam. Jeśli ta powieść zachwyca mnie, wielbicielkę scary stories, tym bardziej zachwyci miłośników powieści obyczajowej z miłością, jako motywem przewodnim.


Ps. A Wy jakie powieści lubicie najbardziej- straszne, przytulane, jakieś inne?


Tytuł: „Karmin”
Autor: Agnieszka Meyer
Wydawnictwo MG
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 282




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Kochani, zachęcam do podzielenia się opinią i pozostawienia komentarza.
Jednocześnie informuję, że wszelkie wypowiedzi propagujące mowę nienawiści, atakujące personalnie mnie lub moich czytelników, wulgarne albo obraźliwe, będą przeze mnie usuwane, w trosce o dobre samopoczucie zarówno moje, jak i odwiedzających tę stronę.
Życzę Wam zaczytanego dnia! Pozdrawiam ciepło!