niedziela, 2 października 2016

Za mgłą... Andrzej Muszyńki, "Podkrzywdzie"

Andrzej Muszyńki, "Podkrzywdzie"




   „A teraz otwieramy oczy i jesteśmy dorośli, pada. Biały deszcz zagarnął nieskończoność i zepchnął nam ją pod stopy, biała filiżanka jest pełna petów i chwieje się, chwieje. Dziadek miał nosa- ktoś podwędził nam wiosnę, za którą został rozesłany list gończy pod zarzutem podwędzenia zimy i wieczornej dobranocki. Pada”. (A. Muszyński, „Podkrzywdzie”)



   Gdzieś w okolicach Pustyni Błędowskiej istnieje tajemnicze miejsce, które okoliczna ludność zwie Podkrzywdziem. Nieopodal, w małej wiosce, żyje chłopiec, który z zaciekawieniem przygląda się codziennemu życiu swej babki i zdziwaczałego dziadka. Staruszek stanowi dla wnuka nie lada zagadkę, gdyż zdaje się coraz bardziej odrywać od rzeczywistości. Pogrąża się w swoistych rytuałach, mówi rzeczy niezrozumiałe, a czasem znika tam, gdzie wnuk nie potrafi go wytropić. Jaką tajemnicę skrywa ekscentryczny starzec? Jakie sekrety kryje tajemnicze Podkrzywdzie?


  Pierwszym i najważniejszym powodem, dla jakiego sięgnęłam po tę powieść była nadzwyczajna ciekawość Podkrzywdzia, wypływająca z faktu, że sama pochodzę z wioski o bardzo podobnie brzmiącej nazwie. O autorze i pierwszych recenzjach „Podkrzywdzia” nie miałam bladego pojęcia, zatem mój odbiór tej powieści określić mogę jako zupełnie wolny od wpływów. Ale czy pozytywny?


  To właśnie trudno określić. Z jednej strony miałam bowiem do czynienia z pewnego rodzaju magią, gdyż wszystko w powieści podszyte jest tajemnicą i niedopowiedzeniem. Język „Podkrzwdzia”- z jego rozpoetyzowaniem, pławieniem się w emocjach- raczej nie rozjaśniał obrazu świata przedstawionego. Wydawać by się mogło więc, ze powieść Muszyńskiego to lektura z rodzaju tych, w których mogłabym się rozkochać (jak w „Dygocie” Małeckiego), a jednak…


   W każdej pracy należy zadbać o balans, a autor „Podkrzywdzia” się pod tym względem niestety nie popisał. O ile warstwa literacka utworu nie stanowi dla mnie jego wady, o tyle warstwa fabularna to dla mnie rozczarowanie. A to dlatego, ze fabuły w „Podkrzywdziu” praktycznie nie ma. A jeśli jest- skrywa się gdzieś za mgłą środków poetyckich, przymiotników i zdań zawiłych tak, ze czasem trudno doszukać się w nich sensu. Szczerze, niemiłosiernie umęczyło mnie to przedzieranie się przez gęstą sieć słów, by wyłuskać z nich jakiekolwiek wydarzenia. Mój umysł wprost odpływał- bo i nie było na czym się skupić. Ileż przecież można czytać o zmianach pogody?



   Nie chcę powiedzieć, że „Podkrzywdzie” nie jest warte lektury, gdyż jest to powieść na tyle specyficzna, że mogłabym ją polecić każdemu, kto lubuje się w dziełach stroniących od banału. Jednak nie będę udawała, że czytanie tej powieści sprawiło mi radość. Niestety, tak się nie stało. Moja ciekawość Podkrzywdzia dostała po nosie. Podziwiam jednak impet, z jakim Andrzej Muszyński wbił się na literackie salony. I niecierpliwie czekam na to, co zaprezentuje czytelnikom w swych kolejnych powieściach.


Tytuł: "Podkrzywdzie"
Autor: Andrzej Muszyński
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 188


Za ciekawą lekturę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Kochani, zachęcam do podzielenia się opinią i pozostawienia komentarza.
Jednocześnie informuję, że wszelkie wypowiedzi propagujące mowę nienawiści, atakujące personalnie mnie lub moich czytelników, wulgarne albo obraźliwe, będą przeze mnie usuwane, w trosce o dobre samopoczucie zarówno moje, jak i odwiedzających tę stronę.
Życzę Wam zaczytanego dnia! Pozdrawiam ciepło!