piątek, 12 sierpnia 2016

Poszukując siebie. Richard Flanagan, "Klaśnięcie jednej dłoni"

Richard Flanagan, "Klaśnięcie jednej dłoni"



   Przysłowie arabskie uczy, że najbliższą z rzeczy jest śmierć, a najdalszą – nadzieja. Pomiędzy tymi dwiema rozpościera się ludzki los. Niekiedy zbliża nas ku zgubie, innym razem każe poszukiwać nowych szans. Miotając się, jak ślepcy, gubimy się w świecie emocji, które bywają zgubnymi kierunkowskazami. Czy dane nam będzie skręcić we właściwą drogę? Czy się nie zgubimy?



   Kiedy Maria opuszcza swój dom, by nigdy nie wrócić, zamieć śnieżna zaciera jej ślady. Mała córeczka widzi tylko strzęp koronki na wietrze, po czym sama pęka jak porcelanowa filiżanka. Jak kawałek drewna, życie ojca rozłupuje się na pół. Bojan i trzyletnia Sonja w Tasmańskiej głuszy zapominają o życiu. Zapominają o miłości, której jedyną oznaką staje się ciąg picia i przemocy. Wracają wspomnienia wojny, która wypędza ludzi z ich domów, skazuje na tułaczkę, zostawia jątrzące się rany.
   Po wielu latach Sonja wraca, by na zgliszczach domu na nowo zbudować swoje życie. Czy uda jej się odnaleźć siebie? Czy ojciec i córka spojrzą sobie w oczy? Czy otworzą swoje serca? Czy zwycięży nadzieja, czy śmierć?

Być może o osobliwości tej historii przesądza charakter. Ale kto z nas kiedykolwiek potrafi wskazać tę jedną rzecz, która w naszym mniemaniu stanowi najbardziej fundamentalną zasadę, najprawdziwszy wyraz duszy? Ci, którzy znajdują się w dostatecznie dobrym położeniu i mogą zgłębić niewyczerpany potencjał charakteru, wymyślając sobie nowy jak gwiazdor rocka z lat siedemdziesiątych albo polityk z dziewięćdziesiątych, mogliby oczywiście zaprzeczyć, że charakter to coś, co czyni i odczynia, przeznaczenie, i stwierdzić, że to my decydujemy, czy przeżywamy swoje życie jako tragedię czy poezję, że możemy być tym, kim chcemy.” (R. Flanagan, „Klaśnięcie jednej dłoni” )


   Richard Flanagan z uporem maniaka burzy moje wyobrażenia o Australii- słonecznej krainie kangurów. Ukazuje trudne losy emigrantów, którym nie zawsze udaje się odnaleźć szczęście w nowej ojczyźnie. Flanagan nie boi się skrajnych emocji, rozdrapywania ran, rozliczeń z przeszłością. Swą wielowarstwową prozą wciąga czytelnika w świat zawiłych relacji międzyludzkich, zmusza do współodczuwania, ale też czaruje swym polotem. Podobnie jak „Ścieżki północy”, „Klaśnięcie jednej dłoni” wymaga skupienia i zachwyca niejednoznacznością i skłania do refleksji. Miłość u Flanagana nie jest cukierkowa, każe ranić, szuka odkupienia. Bohaterowie budzą skrajne reakcje, jednak zawsze tli się w nich iskra człowieczeństwa. Trudno ich osądzić, równie trudno potępić. Szukają przecież nadziei, a ścieżki do niej prowadzące czasem sprowadzają ich na manowce.
   Piękno języka literackiego, które przyniosło Flanaganowi Nagrodę Bookera, pozwala się rozkoszować się tą niełatwą powieścią. Jednocześnie zmusza do zastanowienia, do odkrywania ukrytego sensu, poszukiwania przyczyny. Głębokie prawdy wymagają sprawnego pióra, a to Flanagan z pewnością posiada.


   Zachwycona „Klaśnięciem jednej dłoni”, zachęcam Was szczerze do przeczytania tej powieści. Równie gorąco polecam wcześniejszy utwór autora- „Ścieżki północy”. A może już znacie te książki? Podzielcie się opinią. Będę wdzięczna za Wasze komentarze.


Tytuł: „Klaśnięcie jednej dłoni”
Tytuł oryginału: „The Sound of One Hand Clapping”
Autor: Richard Flanagan
Tłumaczenie: Robert Sudół
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 364


Za ponowne spotkanie z prozą Flanagana dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.





Książka bierze udział w wyzwaniach:




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Kochani, zachęcam do podzielenia się opinią i pozostawienia komentarza.
Jednocześnie informuję, że wszelkie wypowiedzi propagujące mowę nienawiści, atakujące personalnie mnie lub moich czytelników, wulgarne albo obraźliwe, będą przeze mnie usuwane, w trosce o dobre samopoczucie zarówno moje, jak i odwiedzających tę stronę.
Życzę Wam zaczytanego dnia! Pozdrawiam ciepło!