poniedziałek, 22 sierpnia 2016

#czytamcopolskie Wanda Szymanowska, "Zielone kalosze"


#czytamcopolskie Wanda Szymanowska, "Zielone kalosze"



   Znane porzekadło mówi, że życie to nie bajka. Owszem, czasem można trafić na wymarzonego księcia na białym koniu i, jak to w bajkach, jest ślub, a potem „i żyli długo i szczęśliwie”. Jednak czy zauważyłyście, że bajki zwykle tu się urywają? Nie ma w nich mowy o płaczących dzieciach, godzinach spędzonych przy garach i praniu skarpetek? Z czasem książę „kapcanieje”, rozsiada się przed telewizorem z puszką piwa w dłoni i w jakiś magiczny sposób traci przedślubny urok i romantyzm. A jeśli na dodatek zagląda do kieliszka i nie stroni od rękoczynów, nasza piękna bajeczka zmienia się w tragedię. Wiem, że to brzmi pesymistycznie i nie każdy książę zmienia się w żabę. Ale coś Wam powiem: nawet po najgorszej burzy, przychodzi słoneczny dzień. A kobieta, jeśli tego zapragnie, ma moc zmieniania świata na lepsze. Uwierzcie mi!


Kochana Marysiu,

wreszcie zrobiłam to, do czego namawiałaś mnie tyle razy. Odeszłam od ojca. Próbuję rozpocząć nowe życie w małej mieścinie. Mieszkam w małym, wiejskim domku. Mam nowych przyjaciół. Jestem zdrowa i… chyba szczęśliwa. Ojca nie informowałam jeszcze o tym, gdzie jestem. Przyjdzie na to czas – jak w piosence Violetty Villas.

Kocham Cię straszliwie

Mama” ( W. Szymanowska, „Zielone kalosze”)


   Poznajcie Antoninę. Jest po pięćdziesiątce i właśnie porzuciła męża- brutala. W zapomnianej przez Boga wioseczce, Tonia postanawia zbudować swoje życie na nowo. Znajduje dom, znajduje przyjaciół i… sieje zamęt w strukturach lokalnych władz. Ba! Ona idzie jak burza, po której kobiety, niczym kwiaty, nabierają bardziej jaskrawych barw. Zaczynają działać, odzyskują poczucie własnej wartości i zrzucają ciężkie kajdany szarej rzeczywistości. Zmienia się Tosia, zmieniają się i one. W końcu- do odważnych należy świat!


   Z prozą pani Wandy Szymanowskiej po raz pierwszy spotkałam się, czytając „Lardżelkę”. Po jej lekturze postanowiłam bliżej zaprzyjaźnić się z bohaterkami powieści pani Wandy. I, słowo daję, jestem pod ogromnym wrażeniem. Z „Zielonych kaloszy” można czerpać energię garściami, mając pewność, że starczy jej dla każdego. Powieść ta pozwala uwierzyć, że zawsze jest pora na dobrą zmianę ( nie mam na myśli tej,którą wdraża Prezes) i, że nie zawsze kobieta jest kobiecie wilkiem. „Zielone kalosze” wręcz podkreślają rolę babskiej solidarności w budowaniu świata opartego na szacunku, otwartości i przyjaźni. Ta książka zagrzewa do działania. Pokazuje, że można porzucić utarte schematy i zacząć żyć od nowa, nie posiadając nic, oprócz odwagi, by zrobić pierwszy krok. Ta przyjemna, choć króciutka, powieść to idealna pozycja na deszczowy wieczór, lub na jakiś gorszy dzień. Bawi, zaskakuje wielowątkowością i sprawia, że uśmiech znów gości na twarzy.


   Jeżeli poszukujesz książki, która podniesie Cię na duchu i doda Ci skrzydeł- włóż zielone kalosze i, nawet przez pluchę, idź tam, gdzie zawiodą Cię marzenia. Oczywiście, z egzemplarzem „Zielonych kaloszy” w dłoni!


Tytuł; „Zielone kalosze”
Autor: Wanda Szymanowska
Wydawnictwo Novae Res
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 192


Za wspaniałą lekcję wiary w siebie dziękuję autorce, pani Wandzie Szymanowskiej.



Powieść bierze udział w wyzwaniu #czytamcopolskie oraz w Olimpiadzie Czytelniczej.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Kochani, zachęcam do podzielenia się opinią i pozostawienia komentarza.
Jednocześnie informuję, że wszelkie wypowiedzi propagujące mowę nienawiści, atakujące personalnie mnie lub moich czytelników, wulgarne albo obraźliwe, będą przeze mnie usuwane, w trosce o dobre samopoczucie zarówno moje, jak i odwiedzających tę stronę.
Życzę Wam zaczytanego dnia! Pozdrawiam ciepło!