poniedziałek, 11 lipca 2016

Bookathon Lato 2016. Rhiannon Frater, "Pierwsze dni"

Rhiannon Frater, "Pierwsze dni"



Kiedy Rhiannon Frater umieściła swoje pierwsze opowiadanie o zombie w Internecie, nie spodziewała się żywej reakcji czytelników i ich próśb o ciąg dalszy. Idąc za ciosem, po kawałeczku dopisywała ciąg dalszy. Tak powstała powieść wkrótce została dostrzeżona przez wydawców, a Frater stała się dla fanów prawdziwą ekspertką od zombieapokalipsy. „Pierwsze dni” przyniosły jej szybko sławę i zaszczyty, ukoronowane nagrodą „Death Letter Award”. Aż trudno uwierzyć, że na tę, posiadającą rzeszę wielbicieli, książkę trafiłam na wyprzedaży w supermarkecie. To było najlepiej zainwestowane 10 złotych w moim życiu!



Katie i Jenny uciekają z miasta, w którym szaleją rozwścieczone i głodne chordy zombie. Obie kobiety właśnie straciły swoich bliskich. Instynkt i niezawodny refleks nie pozwalają im na pogrążenie się w depresji. Kobiety, jadąc na oparach paliwa, przemierzają bezkresny Teksas, poszukując syna Jenny. Plaga nieumarłych zbiera jednak krwawe żniwo i wkrótce okazuje się, że jedynie w zbudowanej naprędce fortyfikacji schronić się można przed nadciągającą zagładą. Jednak nawet jej mury nie gwarantują stuprocentowego bezpieczeństwa. Kobiety uczą się walczyć z umarłymi, lecz czy poradzą sobie z żywymi?


Catherine spojrzała ze smutkiem na Jennie i zacisnęła mocniej rękę na beciku. Tymczasem dziecko zaczęło rzucać się i wydawać pomruki. Kobieta ścisnęła je jeszcze mocniej. Na policzek i usta chlusnęła jej struga krwi. Jenni uniosła karabin. Kobieta spojrzała na swą martwą córeczkę, rozszarpującą jej pierś, i skinęła głową. Po policzkach płynęły jej łzy.” ( R. Frater, „Pierwsze dni”)


Gdy kupowałam pierwszą część trylogii „Zmierzch świata żywych”, myślałam, że to książka absolutnie nie dla mnie. Byłam pewna, że przeczyta ją mój syn. Jedno z bookathonowych wyzwań skłoniło mnie jednak do sięgnięcia po tę książkę, jako że była to jedyna pozycja rozpoczynająca sagę, jaką miałam na półce. Nie spodziewałam się, że historia o apokalipsie zombie zrobi na mnie tak wielkie wrażenie. Dynamiczna narracja, zaskakujące zwroty akcji, wzbudzający sympatię bohaterowie (no, nie wszyscy), to bardzo mocne strony „Pierwszych dni”. Mój entuzjazm wzbudził fakt, że oprócz determinacji do walki z nieumarłymi, w życiu Jenni i Katie jest miejsce na czułość, troskę i miłość. Nadaje to głębi powieści, a czytelnik zżywa się z bohaterkami, z niepokojem kibicując im w kolejnych starciach na śmierć i życie. Mimo że koncepcja powieści oparta jest na historiach znanych z kinowego ekranu, książka Frater nie jest nudna. Ba! Angażuje czytelnika na tyle, że nie może on doczekać się już kolejnych części cyklu. Serio! Właśnie je kupiłam! Zżera mnie ciekawość, czy garstce ocalałych uda się obronić fortecę i czy przeżyje mój ulubiony seksowny Latynos, Juan. Liczę też na to, że rozbitkowie nie pozabijają się nawzajem, zanim dotrą do nich nieumarli.

Nie jestem fachowcem od zombiaków,  (choć czytałam niedawno "Żywe trupy") jednak wiem, że emocje to ważny element każdej powieści sensacyjnej. Ta powieść zapewni wam ich pełen wachlarz. Jeśli nie boicie się naturalistycznych opisów rozkładającego się ciała (które się rusza), możecie śmiało ruszać przez Teksas z bohaterkami „Pierwszych dni”. Śmiało!


Tytuł: „Pierwsze dni”
Autor: Rhiannon Frater
Tytuł oryginału: „The First Days: As the World Dies”
Tłumaczenie: Marek Piaskowski
Wydawnictwo Vesper
Rok wydania: 2013

Liczba stron: 350

Książka bierze udział w 
bookathon

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Kochani, zachęcam do podzielenia się opinią i pozostawienia komentarza.
Jednocześnie informuję, że wszelkie wypowiedzi propagujące mowę nienawiści, atakujące personalnie mnie lub moich czytelników, wulgarne albo obraźliwe, będą przeze mnie usuwane, w trosce o dobre samopoczucie zarówno moje, jak i odwiedzających tę stronę.
Życzę Wam zaczytanego dnia! Pozdrawiam ciepło!