wtorek, 19 kwietnia 2016

Trochę nie z tego świata. Jakub Małecki, "Dygot"


Czy rzeczywistość, w której żyjemy, to jedyny z istniejących światów? Czy mamy pewność, że nic nie czai się, nie ukrywa w ciemnych zakamarkach, mrokach lasów, zadymionych zakątkach? Czy trzymamy nasz los we własnych rękach, czy to los trzyma w garści nas? - lektura powieści "Dygot" to znakomita okazja do takich rozważań.
  
Gdy tylko zdjęłam najnowszą książkę Jakuba Małeckiego z półki w mojej ulubionej bibliotece  i mój wzrok padł na monochromatyczną okładkę, natychmiast zapragnęłam poznać tajemnicę  bladego chłopca o smutnym spojrzeniu. Powróciwszy do domu, szybko zabrałam się do czytania i, mówię to szczerze, następne godziny, dzięki tej lekturze, zostały w magiczny sposób wyjęte z mojego życiorysu.

"Dygot" to utrzymana w tonie ballady saga dwóch rodów- Łabendowiczów i Geldów, których losy splatają się za sprawą dwojga młodych ludzi doświadczonych fizyczną odmiennością. Rodzinę Łabendowiczów poznajemy w momencie wybuchu drugiej wojny światowej. W efekcie pomyłki przesiedleńczej, Janek i Irena pozostają wraz z synkiem, Kazikiem na ziemiach okupowanych. Tu do pomocy przyjmuje ich pewna Niemka, która to w późniejszym czasie swym przekleństwem sprawi, że kolejny syn Łabendowiczów urodzi się albinosem.  Wiktor, bo o nim mowa, z powodu swego bielactwa zostaje znienawidzony przez wiejską społeczność, która zwie go źródłem wszelkiego zła, a nawet próbuje zamordować. Ludowe gusła sprawiają, że nawet domniemana babka chłopca- stara wariatka- także z lubością rozprawia o konieczności jego śmierci:
"- Twój syn będzie wielki, o wielki taki, ale tylko jak już zimny będzie (...). Wyciąg mu wtedy flaki z brzucha i serce i posmaruj nimi pług, a będziesz miał plony takie, że wielkie piękne wielkie. Wpleć włosy w siatkę, a zająców nałapiesz, że całą zimę ino  żarcie i brzucho pełne i żarcie takie takie. Pijta z Irką jego krew, a będzieta zdrowe i nie umrzeta nigdy nigdy nie umrzeta nigdy."(J. Małecki, "Dygot")

Piętno, z  jakim żyje mały Wiktuś, czyni go odludkiem. Na domiar złego, chłopiec odkrywa w sobie dar- lub przekleństwo- widzenia rzeczy niewidzialnych dla innych ludzi. Inność Wiktora skazuje go na stałe doświadczanie szykan i przemocy. Miłość przychodzi dopiero wraz z pojawieniem się Emilki Geldy- dziewczyny oszpeconej w wyniku wybuchu i  pożaru. Wiktor i Emilia zakładają rodzinę, odnajdują szczęście. Ich sielanka nie trwa jednak długo. Przerywa ją okrutna zbrodnia, z której tajemnicą za wiele lat zmierzy się Sebastian- ostatni męski potomek obu rodów.

"Dygot" to opowieść o specyficznym charakterze. Wydarzenia realne przeplatają się z elementami metafizyki. Baśniowość ta podkreślona jest przez rozpoetyzowany, malowniczy język powieści. Ludowe wydarzenia i zabobony przeciwstawione są twardym prawom nauki, lecz w wiejskiej rzeczywistości "czucie i wiara" przemawiają głośniej niż "mędrca szkiełko i oko".




Motywy, jakie odkrywamy czytając powieść Małeckiego to przede wszystkim odwieczne pytanie o przyczynowość naszego losu, o nasze nad nim sprawstwo (albo jego brak). Mamy tu tez do czynienia z elementami wierzeń ludowych, w tym również z przekleństwem- fatum będącym karą za złe uczynki. Kolejnym ważnym tematem poruszonym w "Dygocie" jest nieuchronność przemijania i to, jak rozstajemy się z gasnącą młodością, jak doświadczamy śmierci bliskich i przyjmujemy perspektywę własnej śmierci. 

Istotnym zagadnieniem w powieści jest metafizyka, jaka pisarz wprowadza, czyniąc Wiktora widzącym- człowiekiem rozdartym między dwa światy. Jeden z nich to nasz świat materialny, a drugi- to "rozmyte", które niczym zła moc, czasem się w naszą rzeczywistość wkrada. 


"Rozmyte pcha ludzi przez okna i rozkłada ich dygoczące ciała na torach. Ich dłonie szukają tabletek, wkładają je do ust garściami. Palce obracają pokrętła kuchenek gazowych, a wzrok zatrzymuje się na ostrzach. Napinają się wieszane naprędce paski od spodni. Dłonie puszczają kierownice. Dłonie zaciskają się na szyjach. Palce dotykają spustów. Z gardeł płynie ryk, zagłuszany szumem rzeki. Ci, którzy widzieli rozmyte, mówią do siebie podczas niebezpiecznej drogi z mieszkań do sklepów i drżą w kaftanach bezpieczeństwa, z głowami ciężkimi od lekarstw. Topią telefony w wannach. Sypiają jak koty. Wyją". (J. Małecki, "Dygot")

"Dygot", choć obfituje w makabryczne czasem opisy przemocy, jest utworem, w którym znajdziemy dużą dawkę humoru, wręcz groteski. Styl, w jakim napisana została powieść przykuwa uwagę, gdyż wydarzenia płyną nieprzerwanym strumieniem jak rzeka. Wątki zaś, splatając się ze sobą, przynoszą zaskakujące konsekwencje. To wszystko sprawia, że lektura "Dygotu" to duża przyjemność. Książka wciąga już od pierwszych stron. Czasem smuci, czasem śmieszy, czasem straszy- lecz nie pozostawia obojętnym. Mnie ta książka totalnie zachwyciła, skradła mój czas i uwagę. Emocje towarzyszące lekturze zmieniały się jak w kalejdoskopie. Już dawno nie czytałam podobnie angażującej czytelnika powieści.  Polecam tę powieść wszystkim wielbicielom tajemnic, rodzinnych sag z dreszczykiem, a także groteski i realizmu magicznego. Tę powieść warto znać!


Tytuł: "Dygot"
Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo SQN
Rok wydania: 2015
Liczba stron:312



Chętnie poznam Wasze opinie na temat tej powieści. A może znacie coś w podobnym klimacie? Będę wdzięczna za Wasze komentarze!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Kochani, zachęcam do podzielenia się opinią i pozostawienia komentarza.
Jednocześnie informuję, że wszelkie wypowiedzi propagujące mowę nienawiści, atakujące personalnie mnie lub moich czytelników, wulgarne albo obraźliwe, będą przeze mnie usuwane, w trosce o dobre samopoczucie zarówno moje, jak i odwiedzających tę stronę.
Życzę Wam zaczytanego dnia! Pozdrawiam ciepło!